Jeszcze niedawno transparentność była jednym z kluczowych haseł nowej prezydent Świnoujścia Joanny Agatowskiej Oznaczała otwartość, uczciwość i pełne rozliczanie każdej publicznej złotówki. Dziś coraz więcej mieszkańców zadaje sobie pytanie, czy była to realna obietnica, czy jedynie wyborcze hasło bez pokrycia.
Kto może nad morze - Spis treści
Kilka tygodni temu złożyliśmy wniosek o udostępnienie informacji publicznej. Pytanie było proste i jednoznaczne: ile pieniędzy mieszkańców Świnoujścia wydano na reklamę, promocję oraz działania propagandowe. Zapytaliśmy także ile kosztuje utrzymanie dziennikarzy i pracowników medialnych działających przy Urzędzie Miasta.
Nie prosiliśmy o opinie ani komentarze. Nie pytaliśmy o interpretacje. Chcieliśmy konkretnych liczb. O publiczne pieniądze. O środki pochodzące z podatków mieszkańców.
Odpowiedź Urzędu Miasta zaskoczyła. Nie zawierała żadnych danych finansowych. Zamiast tego otrzymaliśmy wezwanie do wykazania tzw. szczególnie istotnego interesu publicznego. Innymi słowy miasto zażądało uzasadnienia, dlaczego mieszkańcy mają prawo wiedzieć, na co wydawane są ich pieniądze.
Czy to jest zapowiadana transparentność? Czy władze miasta naprawdę uważają, że kontrola wydatków publicznych wymaga dodatkowego tłumaczenia?
Sprawa ma ciąg dalszy
To dopiero początek. Dokumenty, pisma i dalsze działania pokazują, że mieszkańcy mają prawo zadawać pytania, nawet jeśli odpowiedzi są niewygodne dla władzy.
👉 Wejdź na portal Świnoujście w sieci i poznaj szczegóły sprawy. Publikujemy pełną treść korespondencji, analizę prawną oraz kulisy odpowiedzi Urzędu Miasta.
Tylko prawda jest ciekawa.



















