Jeszcze kilka lat temu był to sporadyczny problem. Dziś wielu właścicieli hoteli, pensjonatów i ośrodków wypoczynkowych mówi o nim coraz głośniej. Chodzi o wynoszenie jedzenia z hotelowych śniadań.
Kto może nad morze - Spis treści
Nie mówimy tutaj o osobie, która zabierze jabłko czy banana na później. Coraz częściej obsługa obserwuje gości, którzy podczas śniadania przygotowują sobie zapasy na cały dzień. Kanapki trafiają do plecaków, owoce do toreb plażowych, a ciastka i przekąski lądują w kieszeniach oraz reklamówkach.
Niektórzy turyści wychodzą z restauracji hotelowej wyposażeni niemal jak na całodniową wyprawę.
Zapłaciłem za śniadanie, więc mogę?
To jeden z najczęściej powtarzanych argumentów. Goście uważają, że skoro wykupili pobyt ze śniadaniem, mogą dowolnie dysponować jedzeniem znajdującym się na bufecie.
Tymczasem hotelarze przypominają, że śniadanie jest usługą gastronomiczną przeznaczoną do spożycia na miejscu. Bufet nie jest sklepem spożywczym, a cena noclegu nie obejmuje przygotowania prowiantu na plażę, wycieczkę rowerową czy całodzienny pobyt poza obiektem.
W praktyce oznacza to, że można zjeść tyle, ile się chce podczas śniadania, ale nie powinno się pakować jedzenia do plecaka i wynosić go poza restaurację.
Hotelarze coraz częściej reagują
W wielu hotelach pojawiły się już specjalne komunikaty przypominające o zakazie wynoszenia żywności. Informacje można znaleźć przy wejściu do restauracji, na stolikach lub w regulaminach pobytu.
Niektóre obiekty poszły krok dalej. Pracownicy restauracji zwracają uwagę osobom próbującym wynosić jedzenie. Zdarza się również, że goście są proszeni o pozostawienie przygotowanych wcześniej kanapek czy produktów schowanych do toreb.
Dla wielu osób jest to krępująca sytuacja, ale hotelarze podkreślają, że nie mają innego wyjścia.
Wszyscy za to płacimy
Wynoszenie jedzenia z hotelowych śniadań nie jest problemem wyłącznie właścicieli obiektów. Koszty takich praktyk ostatecznie ponoszą wszyscy goście.
Hotel planuje zakupy żywności na podstawie liczby osób i przeciętnego zużycia produktów. Jeśli część turystów regularnie zabiera jedzenie na później, rachunek za funkcjonowanie restauracji rośnie.
Efekt jest prosty. Wyższe koszty prowadzenia działalności oznaczają wyższe ceny noclegów i usług.
Wakacyjny spryt czy zwykła przesada?
W internecie można znaleźć wiele dyskusji na ten temat. Jedni twierdzą, że zabranie kilku kanapek na plażę to nic złego. Inni uważają, że jest to zwykłe nadużycie hotelowej gościnności.
Coraz więcej osób zwraca uwagę, że granica została dawno przekroczona. Problemem nie jest pojedyncza bułka czy owoc. Problem zaczyna się wtedy, gdy śniadanie dla jednej osoby zamienia się w zestaw posiłków dla całej rodziny na resztę dnia.
Warto pamiętać o zasadach
Podczas wakacji każdy chce odpoczywać i oszczędzać. Nie oznacza to jednak, że można ignorować zasady obowiązujące w hotelu.
Jeżeli planujesz wycieczkę, dzień na plaży lub wielogodzinne zwiedzanie miasta, najlepiej kupić własny prowiant. Hotelowe śniadanie ma zapewnić energię na początek dnia, a nie zastępować wszystkie kolejne posiłki.
Coraz więcej hoteli zapowiada, że będzie stanowczo egzekwować obowiązujące zasady. Wszystko po to, aby zachować uczciwość wobec pozostałych gości i ograniczyć straty związane z masowym wynoszeniem żywności.
Bo hotelowe śniadanie to śniadanie. Nie całodniowy catering i nie darmowy magazyn jedzenia na wakacje.

