Dziś nawet najmniejsze miejscowości nad Bałtykiem przeżywają prawdziwy boom. Tam, gdzie powstały nowoczesne hotele, strefy spa, baseny, sauny, aquaparki i atrakcje dla całych rodzin, tam życie nie zamiera wraz z końcem sezonu. Te miasteczka i wsie żyją przez cały rok. Nawet zimą.
A Świnoujście?
Świnoujście zimą świeci pustkami.
Przez lata w mieście toczyła się ideologiczna walka z hotelami. Hotelarstwo było przedstawiane jako zagrożenie. Jako coś złego, niepożądanego. Wmawiano mieszkańcom, że rozwój to drobnica, małe pensjonaty, mikropokoiki i apartamenty robione po kosztach. Problem w tym, że turyści już tak nie chcą wypoczywać.
Ludzie nie chcą dziś przyjeżdżać do małych, dusznych pokoi pachnących stęchlizną. Chcą komfortu, przestrzeni, atrakcji i oferty całorocznej. Chcą basenu, spa, sauny, restauracji, animacji dla dzieci. Chcą powodów, by przyjechać także w listopadzie, styczniu czy marcu.
W Świnoujściu poza dwoma, trzema większymi hotelami praktycznie nie ma takiej oferty. Efekt?
Od jesieni do późnej wiosny miasto jest martwe.
Pozakręcane kaloryfery w hotelach.
Pozakręcane kaloryfery w pensjonatach i apartamentach.
Całe bloki puste.
Tysiące wolnych miejsc noclegowych.
Ulice bez życia.
Zima w Świnoujściu to dziś turystyczna tragedia.
I nie jest to przypadek. To skutek wieloletniej walki z rozwojem, walki z dużymi inwestycjami i z hotelarstwem. W czasie, gdy inne nadmorskie miejscowości stawiały na wizję, odwagę i całoroczną turystykę, Świnoujście stało w miejscu. A dziś już nie tylko stoi. Dziś zostaje w tyle.
Małe wioski nad Bałtykiem przegoniły Świnoujście.
Miasta bez portu, bez uzdrowiska, bez strategicznego położenia radzą sobie lepiej.
Świnoujście straciło swoją szansę. I nadal ją traci.
Bo miastem nie rządzą wizjonerzy, tylko partyjni wykonawcy cudzych poleceń. Ludzie bez odwagi, bez długofalowego myślenia i bez pomysłu na przyszłość.
A turystyka nie znosi próżni.
Jeśli miasto nie chce się rozwijać, turyści po prostu jadą tam, gdzie ktoś miał odwagę myśleć szerzej.


